Relacje

Nie czuję nóg, czyli moja relacja z Coperniconu 2012

W sobotę 06.10.2012 o 7:15 odebrałem Kubę spod CH Manhattan w Gdańsku i ruszyliśmy w kierunku Torunia gdzie rozpoczynał się drugi dzień konwentu Copernicon 2012. Podobnie jak w zeszłym roku z powodów mniej lub bardziej rodzinnych jechałem tylko na sobotnią część imprezy, którą pokrótce zrelacjonuję.

O 9:30 stanęliśmy w kolejce akredytacyjnej i niestety tutaj się nie rozczarowałem (uwaga będę narzekać, ale tylko tutsj), staliśmy chyba z 20min w 6 osobowej kolejce. Nie wiem czemu, czy to system informatyczny jest zły, czy ludzie go obsługujący nie są w niego odpowiednio wdrożeni, ale komputery znów przegrały ze zwykłą kartką papieru (akredytowanie nie poszło sprawnie, przy najmniej w sobotę). Za to OGROMNY MINUS ma Copernicon u mnie.

Po zdobyciu “ajdenta” poszło już sprawnie, miło i przyjemnie. Dorwałem Mefiego i poszliśmy prowadzić nasz pierwszy punkt programu, czyli warsztaty pt. “LARP w 7 krokach”. Więcej o warsztatach napiszę wkrótce. Powiem tylko, że było ciekawie, stworzyliśmy wykręconego larpa. Co najważniejsze mieliśmy sporo uczestników jak na taką wczesną porę i tematykę.

Miejsce gdzie znajdowały się LARP-Roomy było mroczne, było klimatyczne. Podziemia, stare kafelki. Jakbym wiedział, że tak tam jest to bym przygotował mroczny horror na cały ten blok! (Julko czemu mi nie powiedziałaś, że jest tam taki klimat?). O godzinie 14:00 miałem swój drugi punkt programu, na który nikt nie przyszedł 😦 (odbiłem sobie później – dorwałem paru graczy i zmusiłem do gry 🙂 ).

Wziąłem udział za namową Mefiego (znów ten Mefi!) w Trójboju Toruńskim. Tutaj niestety była tragedia. Tragedią nie był punkt programu (to był świetny pomysł, fajnie wyszedł). tragedią była ilość zgłoszonych jeepów na konkurs – razem z moim, zrobionym na poczekaniu, był jeszcze jeden – “Whose Line” (którego prowadził Mirage). Dlaczego ludzie tym się nie interesują? Czemu się tego boją? Nie wiem, chociaż mam pewne podejrzenia. Wiem tylko, że tego typu gry wśród fantastów stoją na prawie ostatnim miejscu – i to jest właśnie tragiczne. (Scenka Fingrina z Julką w moim jeepie była po prostu bezbłędna – niedługo wrzucę filmik). Mam jeszcze pytanie – skoro otrzymałem nagrodę za mojego jeeopforma, mogę mówić że jestem laureatem Trójboju Toruńskiego w kategorii Jeep?

O 22:00 prowadziłem “Kosmiczny Potrzask”. Tutaj były same pozytywne niespodzianki. Jak zszedłem do sali LARP 1 (najmroczniejszej – spytajcie Kuby) gracze już na mnie czekali – to było bardzo miłe zaskoczenie. Co więcej, po larpie gracze zostali w sali i jeszcze dyskutowali i omawiali (a raczej przekrzykiwali się) larpa i swoje postacie (ja już musiałem niestety ich opuścić bo czas nas gonił). Było to najlepsze to może spotkać LARP Mastera. (Kuba mi dzielnie pomagał w prowadzeniu i udawaniu pikającej bomby, za co dziękuję).

Po “Kosmicznym Potrzasku” udaliśmy się do samochodu. Nie czułem moich nóg. Przez cały dzień w tym mrocznym, klimatycznym budynku zrobiłem chyba ze 100km. Praktycznie dłużej posiedziałem w Pracowni Gedeona i podczas obiadu.

Podsumowując blok larpowy – w tym roku orgowie i twórcy stanęli na wysokości zadania. Ludzie dopisywali na punktach programu, nie trzeba było ich ścigać. Larpów było na prawdę dużo, jeepów prawie zero – chyba tylko ja przygotowałem coś w tej materii oraz Fingrin (ale nie dam głowy za to stwierdzenie).

Wracając do ogółu, budynek gdzie odbywała się wilcza część programu był przeogromny, klimatyczny. Długie korytarze, kolumny, łukowate sklepienia – marzenie. Było dużo stoisk, dużo ludzi. Wygrałem 10 Coperniconów 🙂 . Jak widzicie było warto dreptać te 100km po konwencie 🙂 . Niedogodnością na którą narzekali inni uczestnicy z którymi rozmawiałem, był rozdział na cztery lokacje. Trochę dużo tego. Z jednej strony fajne miejsca jak Dwór Artusa i Zamek Krzyrzacki. Z drugiej natomiast miejsce noclegowe było prawie 15min marszu od Colegium (to mogło drażnić).

Ach ci Japończycy – zawsze zdjęcia robią:)

Na koniec mojej krótkiej, aczkolwiek treściwej relacji chciałbym podziękować Organizarotom Copercniconu 2012 za świetny konwent. Mimo paru nie dopatrzeń organizacja była wyśmienita, sprawna, w ogóle same ohy i ahy. Również zielone koszuli, green peace, czy po prostu gżdacze działali sprawnie. Naprawdę byłem pod dużym wrażeniem. Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia za rok.

Reklamy

One thought on “Nie czuję nóg, czyli moja relacja z Coperniconu 2012

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s